Obrazek pochodzi z fanpage'a "Jestę kotę jak również doktorantę" na fb i do dnia dzisiejszego pasuje idealnie. A fanpage uwielbiam za akademicki humor, zgrabne połączenie inteligencji z lolcatowym językiem.
Egzamin, który 3/4 grupy oblewa, a ja walczę dzielnie do końca o magiczne literki d-s-t w indeksie. Profesor miesza mnie z błotem, udowadnia, że gówno umiem, "proszę nie zbaczać z tematu, albo wyjść z sali", nie ma słowa "przykłady" - to dla prostaków, są "egzemplifikacje"! Wychodzę wymaglowana z sali, po czym wymiotuję.
Nie wiem, czy z nerwów, czy z obrzydzenia.
Egzamin, który 3/4 grupy oblewa, a ja walczę dzielnie do końca o magiczne literki d-s-t w indeksie. Profesor miesza mnie z błotem, udowadnia, że gówno umiem, "proszę nie zbaczać z tematu, albo wyjść z sali", nie ma słowa "przykłady" - to dla prostaków, są "egzemplifikacje"! Wychodzę wymaglowana z sali, po czym wymiotuję.
Nie wiem, czy z nerwów, czy z obrzydzenia.
Co to ma być??!!!! Uniwersytet?!??! Nie wierzę, że tacy ludzie uczą. Mobbing i nie wiem, co tam jeszcze. W tym momencie jestem zbulwersowana, oburzona i po prostu...o Boże. Profesorowie? Doktoranci? Ja pier... Kolejny powód, żeby olać ich i zostać kwiaciarką. Ja na Twoim miejscu albo bym się rozryczała po pół minucie, albo zbluzgała takiego gnoja i rzuciła studia.
OdpowiedzUsuńA obrazek rozbawił mnie wczoraj do łez.